Piernicon V - ostatnia edycja Toruńskiego konwentu
Ostatnia edycja Toruńskiego konwentu była jednocześnie moją pierwszą imprezą tego typu w Toruniu. Ponieważ nie wypaliły rezerwacje na NatCon, niecierpliwie czekałam na piątek 21 sierpnia.
Jazda pociągiem była długa i uciążliwa, lecz naszej ekipie w końcu udało się dotrzeć na miejsce, w którym przywitało nas kilku sympatycznych konwentowiczów.
Pierwsze moje wrażenie było bardzo pozytywne. Szkoła, w której zorganizowano tę wielką imprezę, otoczona jest parkiem, po którym można było pospacerować i odpocząć od hałasu i zgiełku, jaki panował wewnątrz budynku. Do tego alejkami przechadzali się konwentowicze w strojach przygotowanych na cosplay. Co trzecia dziewczyna nosiła na głowie kocie uszy, niektóre nosiły piękne kimona i inne ubrania naszych ulubionych postaci ze świata anime.
Obok szkoły znajdowała się pływalnia, do której uczestnicy konwentu uciekali tłumnie, kiedy zrobiło się zbyt gorąco.
Miłą niespodzianką był brak kolejki po identyfikator. Można było od razu wejść i potwierdzić rezerwację. Dostawało się wtedy dwie kartki: jedna to krzywo ścięty identyfikator z miejscem na podpis (który ciężko było pozostawić na błyszczącym papierze) oraz informator, który tak właściwie niewiele wyjaśniał. Był to tylko poskładany arkusz A4, na dodatek ksero, na którym mogliśmy znaleźć proste mapki każdego piętra budynku, namiary na organizatorów, program atrakcji w formie listy na każdy dzień (podzielony dodatkowo na sale), a także ledwo widoczną mapę okolicy z zaznaczonymi punktami strategicznymi. Całe szczęście mieliśmy własną, więc jakoś udało nam się dojść do pizzeri Wiki, która serwowała swoje specjały ze zniżką dla każdej osoby z identyfikatorem.
Brakowało mi szczegółowych informacji na temat atrakcji (niektóre tytuły mało mi mówiły, a atrakcji było naprawdę sporo – ciężko to zapamiętać, kiedy parę razy przed konwentem odwiedziło się stronę internetową konwentu), prowadzących dane atrakcje, a wejściówki dla wszystkich były identyczne, przez co ciężko było znaleźć organizatorów. Jeśli nie zna ich się zbyt dobrze, jedyną pomocą jest wtedy pójście do punktu informacyjnego.
Stoisko z gadżetamiJuż pierwszego dnia panował nieopisany ścisk na korytarzach. Ciężko było dojść do stoisk, by kupić sobie kilka przypinek i innych pamiątek. A jeśli już mowa o stoiskach, to muszę przyznać, że było ich bardzo dużo (całe dwa piętra z małymi sklepikami). Serwowano nam nie tylko mnóstwo przypinek, ale również kubki, koszulki, pocztówki, naklejki, breloczki i inne bardzo ładne pamiątki. Nie zabrakło oczywiście mang i anime nie tylko w naszym ojczystym języku, ale i również w wersjach zagranicznych. Widziałam również maskotki gwiazd takich jak Luffe z „One Piece” czy Naruto. Bardzo ciekawym pomysłem były loterie, choć wylosowanie koszulek graniczyło z cudem ;).
Przez ścisk na korytarzach był ogromny problem z miejscami do spania (sleepami). Goście, którzy zawitali na konwent w piątek musieli sobie jakoś radzić, gdyż sale przeznaczone specjalnie na odpoczynek („sleep roomy”) były pozajmowane już od rana. Dowiedziałam się też, że w ostatniej chwili zabrano cztery dodatkowe pomieszczenia sypialne, gdyż w szkole trwał nadal remont.
Część konwentowiczów urządziła sobie małe pole namiotowe na skrawku trawy przed szkołą, reszta walczyła o miejsca na podłodze i schodach. Szkoda, że na stronie internetowej konwentu nie było żadnej informacji o możliwości rozbicia namiotu na terenie szkoły, co byłoby istnym luksusem w porównaniu do spania w ciasnym kącie koło schodów.
Plusem konwentowym był mały bufet z miłą obsługą, która serwowała nam tosty, ciasto oraz wrzątek dla wielbicieli zupek (nie)chińskich. Tuż obok znajdowały się toalety w opłakanym stanie. Nie dość, że w porach wieczornych i porannych ciężko było się do nich dostać, to jeszcze samo wnętrze było w opłakanym stanie (co było raczej winą konwentowiczów).
Konwent obfitował w ogromną ilość paneli, konkursów i różnych dodatkowych atrakcji, z których niestety cześć się nie odbyła, a te długo wyczekiwane zaczynały się z opóźnieniem. Niektóre z nich wymagają szczególnego wspomnienia.
Larp WormsLarp Worms miał miejsce już pierwszego dnia konwentu. Czekając pod salą spodziewałam się, że ujrzę ludzi przebranych w różowe stroje robali. Kiedy jednak weszłam do Main Roomu moim oczom ukazała się pokaźna grupa ludzi, których zapakowano w czarne foliowe worki i zaklejono taśmą, a później ułożono na podłodze między górkami krzeseł, które pełniły rolę przeszkód na planszy. Jeśli popatrzyło się na to z dozą humoru, to cała rozgrywka mogła być zabawna.
Graczy podzielono na cztery drużyny. Każdy z nich miał kilka sekund na przemieszczenie się po planszy (przeczołganie się niczym robak), następnie wybierał broń i ostatkiem sił rzucał ją (a trzeba wspomnieć, że ręce miał przyklejone do tułowia) w stronę przeciwników. Arsenał składał się z granatów „żabek”, bazuki, owieczek oraz groźniejszych broni takich jak banan, nalot (żabek) czy bomba „alleluja”.
Całe szczęście organizatorzy pomagali graczom jak tylko mogli, podawano im napoje, co w tej dusznej sali i w foliowym zamknięciu musiało być bardzo pokrzepiające.
Pokaz modyPokaz strojów Lolicich był bardzo krótki, wystąpiło tylko parę dziewczyn w pięknych strojach. Oceniano je osobno w kategoriach: strój kupiony i strój uszyty.
Po pokazie mody nastąpił cosplay, na który również muszę ponarzekać. Właściwie największą wadą było to, że do Main Roomu mogła wejść tylko mała część gości. Oczywiście sama nie potrafiłabym sobie wyobrazić, jak zmieszczą tam ponad tysiąc osób, lecz mogli chociaż powiadomić czekających na dworze, że już nie ma miejsca. Jest to zawsze największa atrakcja całego konwentu, na Pierniconie 5 jednak zawiodła wiele osób.
Stroje były dobrze wykonane, niektóre wręcz zjawiskowe. Na boku wyświetlano zdjęcia postaci z anime lub gier, za które uczestnicy się przebrali.
Ogromnym plusem była odegrana pod koniec parodia znanego anime „Dragon Ball” - odgrywający zasługuje na ogromne brawa.
J-rock Party stał się zwyczajną dyskoteką z muzyką popową, a sobotni wieczór i impreza pożegnalna wypadła całkiem nieźle. „Show sceniczne” było ładnie przygotowane i dawało mnóstwo radości.
CosplayOgromnym plusem były sale konsolowe, gdzie dla każdego znalazło się coś ciekawego. Odbyło się parę turniejów, można było się rozerwać i pośmiać z innymi graczami.
Bardzo miło wspominam „Japońskie programy rozrywkowe”, na których pokazano nam kilka starszych i nowszych kawałków. Niektóre potrafiły rozśmieszyć nas do łez.
Podsumowując cały konwent, było mnóstwo niedociągnięć, jednak impreza miała też swoje plusy. Zdecydowanie najlepiej sprawili się ludzie, dzięki którym ten konwent nie był totalną porażką. W większości przypadków konwentowicze odnosili się do siebie z szacunkiem i pomagali sobie w potrzebie. Zatłoczone korytarze ozdabiali przebrani za postacie mangowe fani, dzięki którym na terenie konwentu panował swoisty klimat.
Po konkursach, loteriach i zakupach można było przywieźć do domu zbiór pamiątek z wydarzenia, jakim był ostatni, pożegnalny Toruński Piernicon.


Wszystkie komentarze osób niezalogowanych bądź niezarejestrowanych przed publikacją są moderowane.
Ocenianie komentarzy, subskrybcja oraz inne funkcje zostały wyłączone dla niezarejestrowanych użytkowników portalu.